Do Swami’s Yoga Retreat przyjechałam odpocząć, ugruntować energię, zanurzyć się w jogowy świat i przeżyć niezwykłą przygodę. Dostałam to wszystko i znacznie, znacznie więcej niż mogłam się spodziewać. Pomiędzy pracą a zgłębianiem siebie, sporo się nauczyłam i każdego dnia zbierałam kolejną kolekcję cennych obserwacji. W tym wpisie chcę podzielić się z Tobą ważnymi życiowymi lekcjami i wnioskami, które wyciągnęłam z ponad 6 tygodniowego pobytu na wolontariacie.

Bez zbędnego przedłużania — zapraszam do lektury! 😊

6 życiowych lekcji wyniesionych z wolontariatu w Australii

Lekcja 1: potrzebujemy życia w społeczności, bardziej niż nam się wydaje 

Jedno z najpiękniejszych doświadczeń, za którym już tęsknię, to bycie częścią społeczności o podobnym światopoglądzie, zainteresowaniach i wartościach. W dzisiejszym świecie funkcjonujemy trochę jak samotne wilki. Jesteśmy skupieni na sobie i swoich celach, nie znamy nawet własnych sąsiadów. Nie mamy czasu na rozmowy i spotkania. Myślimy, że internet i media społecznościowe ułatwiają nam kontakty z innymi, pomagając podtrzymywać więzi. Tymczasem jest dokładnie na odwrót – tworzą dystans między ludźmi, pozbawiają nas prawdziwych interakcji i fizycznego kontaktu.

Mieszkając, pracując i spędzając wolny czas wspólnie z innymi wolontariuszami, szybko nawiązały się między nami przyjaźnie. Jedliśmy razem posiłki, praktykowaliśmy poranną jogę, przesiadywaliśmy przy ognisku, patrząc w rozgwieżdżone niebo. Dawaliśmy sobie potrzebne zainteresowanie, ale też przestrzeń, gdy zachodziła taka potrzeba. Czy powstawały konflikty, spięcia i nieporozumienia? Oczywiście. One też są potrzebne.

Jednak, co ważniejsze: dzieliliśmy się ze sobą, tym co mamy najlepsze: energią, talentami, umiejętnościami, wsparciem, czasem, dobrą radą. Uczyliśmy się od siebie nawzajem. I choć każdy z nas pochodzi z innego zakątka świata, to otwartość na drugiego człowieka sprawia, że granice nie istnieją.

Kirsty robiła najpyszniejszą gorącą czekoladę. Rhyan był mistrzem rozpalania ognia. Koto zawsze pytała mi się, czy mam ochotę na chai latte i spacer. Emily przyrządzała naleśniki niespodziankę na śniadanie, co przyprawiało wszystkich o przypływ niekontrolowanej radości od samego rana. Marine hipnotyzowała nas dźwiękiem swoich śpiewających mis podczas wieczornej medytacji i zarażała dobrym humorem. Dyżur w kuchni z Viv to magiczne przeżycie – mało rozmawiałyśmy, ale gotowałyśmy przy relaksującej muzyce, otoczone świeczkami i otulającym zapachem kadzidełka. Czasem czułam się jak w filmie albo amerykańskim (choć powinnam napisać australijskim 😅) serialu.

Lekcja 2: w prostym życiu tkwi największe piękno i fundament spokoju 

Praca na wolontariacie obejmowała housekeeping, dyżury na kuchni i sprzątanie po posiłkach. Nie spodziewałam się, że przy tych nieskomplikowanych codziennych czynnościach… Odpocznę. Choć po zmianie nieraz byłam zmęczona fizycznie, mentalnie czułam się fantastycznie i miałam więcej energii na inne aktywności. Żartowałam sobie czasami, że mój mózg jest na wakacjach. Może przez to, że w swoim życiu zawodowym praktycznie non stop pracowałam przy komputerze i musiałam bardzo polegać na kreatywności. Gdy zmywałam, ścieliłam łóżka, czy rozwoziłam drewno do kominków, jednocześnie medytowałam. Skupiałam się wyłącznie na tej jednej danej czynności i na tym, by wykonać ją najlepiej, jak potrafię. Nic innego nie zaprzątało mi głowy. Cieszyłam się z końcowego rezultatu – w końcu wkład wolontariuszy służył gościom, co dawało mi satysfakcję.

Nie towarzyszył mi stres. Nigdzie nie musiałam się śpieszyć. Z nikim się nie ścigałam. Niczego nie starałam się udowodnić. Skupiałam się na czystym dawaniu czegoś od siebie – to ma lecznicze, wręcz terapeutyczne właściwości! 😊

Lekcja 3: detoks od informacji (nawet pozytywnych) sprawia, że pogłębiamy kontakt ze sobą

Im dłużej przebywałam w australijskim buszu, z dala od zgiełku hałaśliwego świata, tym bardziej chciałam po prostu być, unikając rozpraszaczy. Nie miałam ochoty na oglądanie seriali i filmów, czytanie książek, czy przeglądanie Facebooka. Z laptopa korzystałam tylko tyle, ile musiałam. Zdecydowanie większą przyjemność czerpałam z picia kawy na hamaku w promieniach słońca, w ciszy, sam na sam. Denerwowało mnie wszystko, co odwracało moją uwagę od siebie, od teraźniejszej chwili, którą właśnie przeżywam.  

Często mówi się o tym, by unikać negatywnych informacji, np. nie oglądać wiadomości. To prawda. Jednak nawet dobre, przydatne, wzbogacające treści mogą działać podobnie… Może nie wzbudzają w nas stresu i nie rozsiewają negatywnej energii, ale! Też są pewnym rozproszeniem. Zajętością. Zabierają cenną, wolną przestrzeń i masz jej znacznie mniej dla siebie – o tym już nikt nie mówi. 

Ścigamy się na ilość przeczytanych książek w miesiącu, bo to mądre. Chcemy być na bieżąco w netflixowych nowościach, by żaden ciekawy serial nam nie umknął. Co wieczór oglądamy filmy dla czystej rozrywki, przyjemności, oderwania się od codzienności. Nie ma w tym absolutnie nic złego. We wszystkim warto zachować zdrowy umiar i szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie: czy właśnie tego teraz potrzebuję?  

Lekcja 4: podejście do pracy zdradza charakter człowieka

W trakcie zmian dość szybko wychodziło na jaw, kto faktycznie traktuje pracę i swój pobyt na wolontariacie na poważnie, a kto przyjechał z czysto egoistycznych pobudek. Zdarzały się osoby, które spóźniały się na sprzątanie kuchni po posiłkach i starały się robić niezbędne minimum, unikając największych obowiązków, np. zmywania naczyń.

Z kolei inni wolontariusze zawsze służyli pomocną dłonią, byli doskonale zorganizowani, nie bali się ciężkiej pracy, a ponadto częstowali wszystkich szczerym uśmiechem. To kwestia dojrzałości i umiejętność brania odpowiedzialności. Jesteśmy zespołem, więc staramy się pomagać sobie nawzajem i po prostu… Robimy to, co jest do zrobienia. Nie każdy ma tego rodzaju podejście.

Właśnie dlatego myślę, że nastawienie do pracy (szczególnie fizycznej, prostej, niewymarzonej) dużo zdradza o charakterze człowieka. 😉 Tam, gdzie robi się trudno i trzeba się trochę namęczyć, kryje się najlepszy życiowy sprawdzian.

Lekcja 5: Gotowość to kwestia wyboru i… Zaufania do siebie

Przyjmujesz życiowe niespodzianki? Okazje i pojawiające się na Twojej drodze możliwości? Czy raczej w ich obliczu się wycofujesz i wątpisz w siebie? Czasem trzeba po prostu… Zaryzykować i wrzucić się na głęboką wodę! 😉 Dokładnie tak zrobiłam, gdy zobaczyłam w grafiku, że zostałam wpisana na prowadzenie warsztatów. Pierwsza myśl? “Nie jestem przygotowana! Nie potrafię tego zrobić, nigdy nie występowałam przed ludźmi. Nie jestem pewna, czy mój angielski jest wystarczająco dobry… Głowa zdecydowanie wyolbrzymiała całą sytuację i robiła z niej “big deal”. 😅

Gdy trochę ochłonęłam, dostrzegłam niesamowitą szansę, wręcz błogosławieństwo i sama do siebie powiedziałam: WOW! Dostałam tak duży kredyt zaufania, że mogę stworzyć swoje autorskie warsztaty i przekazać uczestnikom, co tylko chcę – oczywiście, że podejmuję wyzwanie! Poczułam wdzięczność, a zwątpienie w siebie rozpłynęło się w powietrzu. Wiedziałam, że muszę wybrać temat, który jest mi bliski, by podzielić się swoją własną wiedzą i doświadczeniami od serca. Postanowiłam poprowadzić warsztaty o budzeniu intuicji. Czy się stresowałam? Jasne! To zupełnie normalne, ale jak tylko zobaczyłam ludzi na sali i zaczęłam mówić, zdenerwowanie minęło. Nigdy nie zapomnę tego wspaniałego uczucia zaraz po zajęciach. Byłam przepełniona entuzjazmem i naładowana pozytywną energią. Warsztaty się spodobały, więc miałam okazję powtórzyć je aż 6 razy. 😍  

Gdybym posłuchała swoich pierwszych, automatycznych myśli i strachu, pozbawiłabym się pięknego doświadczenia, które odkryło przede mną nowe karty przeznaczenia…  

Lekcja 6: Wiesz, że coś jest (lub nie jest) dla Ciebie, tylko jeśli spróbujesz – przekonasz się na własnej skórze 

Pozostając w temacie warsztatów. Wcześniej nie widziałam siebie w roli nauczyciela. Miałam w głowie różne (ograniczające) przekonania na temat tego zawodu. Nie byłam też pewna, czy poradzę sobie z mówieniem do ludzi, a raczej: wydawało mi się, że nie mam odpowiedniej (wystarczająco przebojowej) osobowości. To wszystko było tylko moim wyobrażeniem, zlepkiem poglądów wyrobionych na podstawie życiowych doświadczeń. Nie miały nic wspólnego z prawdą! Poprowadziłam warsztaty, spróbowałam i okazało się, że… Odnalazłam w tym radość i spełnienie.

Wniosek? Nie wierz swojej głowie na 100%. 😉 Próbuj, doświadczaj, sprawdzaj w praktyce – tak odkrywasz siebie i otwierasz się na zupełnie nowe możliwości, przebijając bańkę ciasnych ograniczeń.

Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak wyjechać na wolontariat za granicą, przeczytaj wpis: JAK WYGLĄDA WOLONTARIAT W JOGA RETREAT CENTRE W AUSTRALII?

Serdeczne pozdrowienia z ciepłego Sydney,

Postaw mi kawę na buycoffee.to

2 Comments

  1. Evika! Dziękuję, że podzieliłaś się z nami, tym co dla Ciebie ważne♥️Bardzo wartościowy wpis🌷Pozdrawiam serdecznie!

    1. To było wspaniałe doświadczenie, więc tym bardziej miło mi się o nim pisało! 😊 Cieszę się, że artykuł jest dla Ciebie wartościowy – ściskam! 🤗

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Content is protected !!